środa, 28 sierpnia 2013

Porada prawna

Miesiąc temu potrzebowałam porady prawnej i pomocy przy sporządzeniu pewnego dokumentu. Wyszukałam w internecie kancelarie z siedzibą blisko mojego miejsca zamieszkania i zadzwoniłam do jednej z nich. Kiedy wyjaśniłam o co mi chodzi, usłyszałam:
- Hmmm, co prawda nigdy tego nie robiłam, ale co tam! Zrobię to dla pani - wspaniałomyślnie obiecała pani radca prawny.
- To świetnie - ucieszyłam się, ale w głowie zapaliła mi się pierwsza lampka.
- Kiedy pani chce się spotkać?
- Choćby dziś - odpowiedziałam. - O dowolnej godzinie.
- Hmmm... Mam tylko jedno spotkanie, bo nie chce mi się dziś pracować... Dobrze, niech pani przyjdzie po tym kliencie. O dwunastej trzydzieści.
W mojej głowie rozbłysła druga lampka. Cały czas kołatało mi w głowie zdanie: "Nigdy tego nie robiłam." Chodziło o standardowy dokument prawny. Sama bym go sporządziła, ale potrzebowałam na nim pieczątkę radcy prawnego. Postanowiłam jeszcze raz zadzwonić. Nikt nie odbierał, więc po kilku minutach ponowiłam próbę. Bez rezultatu. Zadzwoniłam trzeci raz i wreszcie pani zgłosiła się.
- Helou! - wysapała w słuchawkę. 
- To jeszcze raz ja - przedstawiłam się. - Chciałabym się upewnić, czy...
Przerwał mi perlisty śmiech.
- Ha, ha, ha! Przepraszam! Hi, hi, hi! Że tak sapię! Ha, ha! Właśnie ścigałam się z mężem jadąc samochodem. Hi, hi, hi!! Ale pani coś chciała?
- Po to dzwonię. - Zadałam rozmówczyni dodatkowe pytania.
- Aaa... Tak... Oczywiście - odpowiedziała.
Pożegnałam się. W głowie paliła się trzecia lampka, ale poszłam na spotkanie.


Pod drzwiami kancelarii znalazłam się pięć minut przed czasem. Gdy miałam nacisnąć guzik domofonu, z torebki dobiegł mnie dźwięk SMS-a. Przeczytałam: "Przepraszam, ale musiałam wyjść. Proszę poczekać".

Nigdy nie należy lekceważyć palących się w głowie lampek.