sobota, 16 marca 2013

Pożeraczka reklam


Czas to pieniądz, a więc dzień zaczęłam z kremem, który wchłania się w siedem sekund. Jeden gest - pięć rezultatów. I natychmiast gotowa do wyjścia. Na dziś zaplanowałam to, co tygryski lubią najbardziej - zakupy w hipermarkecie. Codziennie coraz niższe ceny, gwarancja oszczędności. A do tego wszystko pod jednym dachem. Zaczęłam od działu kosmetycznego. Postanowiłam zmienić kolor włosów na bardziej sensacyjny. Wybieram farbę, której kremowa konsystencja gwarantuje olśniewające refleksy i siup! do koszyka. Pamiętam też o swoim mężu. Dezodorant gwarantujący potężną dawkę świeżości, to jest to, czego chcą mężczyźni. Do tego woda toaletowa, której ulegają nawet anioły. Dla syna coś mocniejszego - lubi sporty ekstremalne. Odnajduję na półce z męskimi kosmetykami odpowiedni spray - technologia, która reaguje na wzrost adrenaliny. Niech się chłopak czuje świeżo i wygląda świeżo! A skoro już jestem przy dezodorantach, to wezmę coś dla siebie i córki. Może ten? Bezwzględny dla potu, a skóra jest nawilżona aż do siedemdziesięciu dwóch godzin... Biorę. Na liście mam jeszcze pastę do zębów. Wybieram tę, która poprawia stan dziąseł w cztery tygodnie i drugą, która zawiera kompleks powodujący, że dziąsła lepiej przylegają do zębów. Jedna na rano, druga na wieczór. Olśniewająca biel w dwa tygodnie. 

Obok działu kosmetycznego są półki z artykułami medycznymi. Za pamięci sięgam po środek, który grzybicy nie przepuści. Będzie jak znalazł na basen. Coś przeciwbólowego też by się przydało. Biorę do ręki kartonik i czytam, że kapsułki zawierają maksymalną dawkę płynnego leku dopuszczalną bez recepty i działają szybciej niż zwykłe środki przeciwbólowe. Wrzucam do koszyka opakowanie, a po namyśle dorzucam drugie. Będzie na zapas. Mama prosiła mnie o lek dla niepokonanych, a do tego taki, żeby działał przez cały dzień, całą noc i przyspieszał powrót do formy. Odnajduję właściwy produkt. Załatwione. Teraz coś dla dziadka. Środek wspomagający naturalne funkcjonowanie prostaty - męski lek na męską rzecz. Nie ma się czego wstydzić, normalna sprawa. A przy okazji dorzucam jeszcze coś, co można kupić bez recepty i bez wstydu. Sąsiadka prosiła o środek na hemoroidy. Zastanawiam się, czy to już wszystko... Po chwili klepię się w czoło. Ale ze mnie gapa! Przecież jeszcze tabletki na różne bóle brzucha. I na biegunkę (jedna dawka wystarczy) i na zaparcie (łagodne i naturalne). Niedługo wakacje, nigdy nie wiadomo, co może się przytrafić mnie lub moim bliskim. Uff... teraz już chyba mam wszystko, co potrzebne. 

Oddycham głęboko i czuję, że zgłodniałam. A kiedy czuję głód nie jestem sobą. Na szczęście jest promocja słodyczy. Idę do hostessy spacerującej z tacą, wrzucam pauzę i smakuję życie. Czas na przerwę. Czekoladowa słodkość rozpływa się w moich ustach, a mnie robi się błogo. Chętnie ucięłabym sobie drzemkę, ale jeszcze zostało mi sporo do zrobienia. A raczej do kupienia. W tej sytuacji korzystam z drugiej promocji i idę napić się kawy, która podobno nadaje smak historiom. Po kilku łykach uświadamiam sobie, że w domu nie mam już gumy, którą trzeba żuć po każdej kawie. Jestem w rozterce - pić dalej i kupić gumę, czy zdecydować się na środek, który jednocześnie pomaga zapomnieć co to stres, skurcz, przemęczenie, a dodatkowo zastępuje kawę. Po dramatycznych chwilach wahania wybieram tę drugą opcję. Zawsze to jakaś oszczędność. Łapiąc po drodze kilka pudełek herbaty (nowe smaki w większych opakowaniach), wędruję z powrotem do działu "medycznego" i odnajduję na półce ostatnie opakowane kapsułek. Szczęściara ze mnie! Skoro już tu jestem, to wpadnę jeszcze raz do kosmetycznego po specjalną maszynkę do golenia. Piękna skóra potrzebuje ochrony. I to mi przypomina o czymś jeszcze. Piękność pięknością, ale ważna jest szybka ulga dla skóry, gdy stanę się ofiarą słońca lub komarów. Dorzucam do koszyka smarowidło, które równocześnie chłodzi poparzenia i łagodzi ukąszenia. Znów zaoszczędziłam! I jeszcze tylko pudełko plastrów, bo przecież mogę się skaleczyć, pęcherz może się zdarzyć, ale nie muszę tego oglądać. I ostatnia rzecz - tabletki odchudzające. Też opcja dwa w jednym. Chudnij rano i chudnij wieczorem. Biorę zapas na trzy miesiące.

Jestem ledwie żywa. Wrzucam do kosza to, co dobrze schłodzone gasi pragnienie i idę dalej w kierunku artykułów gospodarstwa domowego. Myślę o pomalowaniu mieszkania. Czas na zmiany, czas na nowe kolory. Mąż pewnie będzie marudził, konserwatysta jeden, ale w końcu nie będzie miał wyjścia, gdy mu postawię przed nosem puszki z farbą. Lodówkę też przydałoby się zmienić. Oglądam taką bardziej pojemną niż inne - podobno mieści się w niej wszystko, czego potrzebuję. Pomyślę nad tą lodówką, a tymczasem wkładam do koszyka klej, którym można nawet żyrandol przytwierdzić do sufitu. Bez wiercenia. Żyrandol wprawdzie już wisi, ale nowa półka na książki czeka. Będzie okazja do wypróbowania kleju.

Teraz przypominam sobie, że siostra prosiła mnie o pieluszki dla syna. Młody nauczył się chodzić i włazi teraz w każdą dziurę. Wybieram te, które nadążą za każdym jego ruchem. To będzie prezent od cioci. Niech sika swobodnie. A skoro już o tym mowa, to nie zaszkodzi kupić też porządny proszek do prania. Najlepiej taki, który pomaga usunąć zaschnięty brud w pierwszym praniu i odnawia biel. Do tego jakiś środek do zmywania naczyń, przy którym tłuszcz nie ma żadnych szans. Siostra będzie miała trochę więcej czasu dla siebie. Wybieram odpowiednie produkty i powoli zmierzam do kasy. Czuję, że potrzebuję intensywnego orzeźwienia, więc łapię po drodze butelkę wody, która dodaje gazu, i drugą - nieprzyzwoicie mineralną. Otwieram tę pierwszą i piję przez dłuższą chwilę. Boże, co za ulga! 

Docieram do kasy, przy której na szczęście nikogo nie ma. To dobrze, bo już mi nogi w tyłek weszły. Jestem trochę zaskoczona wysokością rachunku. W końcu kupiłam tylko potrzebne rzeczy. I to ma być sklep z niskimi cenami! Nabijają klientów w butelkę! Idąc do wyjścia słaniam się ze zmęczenia. Jakaś dziewczyna wciska mi do ręki ulotkę z reklamą banku. Zerkam odruchowo. Koniec dużych rachunków, święto niskich rachunków. To coś dla mnie. Postanawiam, że po południu wybiorę się tam. Może następnym razem zapłacę mniej. Jeszcze tylko zatrzymuję się przy stanowisku operatora sieci telekomunikacyjnej, którą wybiera najwięcej osób w Polsce. Podpisuję umowę na pakiet z darmowym internetem i gwarancją wizyty gwiazd Hollywood w moim domu. Dzieciaki się ucieszą! Wyjeżdżając z parkingu supermarketu o mało nie zderzam się z samochodem jadącym z przeciwka. Palant siedzący za kierownicą wymachuje do mnie rękami. Z wdziękiem pokazuję mu środkowy palec i jadę dalej. W kiosku koło mojego bloku kupuję jeszcze tygodnik dla kobiet, w którym jest najwięcej porad udzielanych przez najlepszych ekspertów. Może znajdę tam wskazówkę, jak zaoszczędzić na podróże w miejsca, gdzie codzienność nie istnieje.

2 komentarze:

  1. Fantastyczne juz dawno sie tak nie usmialam.
    A jednak tak bardzo prawdziwe :-))

    OdpowiedzUsuń