piątek, 1 marca 2013

Kasa



"Bo trzeba mieć nadzieję, 
że biznes się opłaci, 
że będzie z niego zysk, 
a firma nic nie straci. 

Bo to, co nas podnieca, 
to się nazywa kasa, 
a kiedy w kasie forsa, 
to sukces pierwsza klasa."
(fragment piosenki Maryli Rodowicz "Kasa i sex")

  
- Pieniądze leżą na ulicy, wystarczy się po nie schylić - stwierdziła z zadowoleniem Bożena, gdy usiadłyśmy w ogródku urokliwej kawiarni pamiętającej czasy PRL-u. - Kasa jest najważniejsza, a na świecie żyje wystarczająco dużo naiwniaków, którzy są gotowi zapłacić za kit, który im wciskam. Jestem trenerem, szkoleniowcem. Kilka razy w tygodniu prowadzę z ludźmi warsztaty komunikacyjne. Na początku bałam się trochę, że mogę trafić na kogoś mądrzejszego ode mnie, na kogoś, kto wie więcej. Ale nic z tych rzeczy. Ludzie biorący udział w szkoleniach są zaburzeni, ograniczeni i nie mają pojęcia o psychologii. Przeczytałam kilka poradników i wynotowałam co lepsze kawałki. Poszłam też na kurs NLP i poznałam parę sztuczek. Wystarczy, żeby zaimponować tym miernotom. Czasem trafia się jakaś mądrala, ale wtedy robię ćwiczenie wyciskające łzy i od razu jestem panią sytuacji. Powiesz, że manipuluję ludźmi? Nic podobnego. To normalne techniki wpływu społecznego, jakie stosuje każda hostessa w markecie. Inny jest tylko produkt. 
Uwielbiam wbijać ludzi w poczucie winy, wytwarzać w nich poczucie odpowiedzialności. Wtedy jedzą mi z ręki i w dodatku nie mają pojęcia, co się dzieje. Władza też mnie podnieca, ale kasa bardziej. Wiesz, jakie to miłe uczucie, gdy podobają ci się dwie pary butów i nie wiesz, którą wybrać? Dlaczego miłe? Bo ja, w przeciwieństwie do ciebie, mogę kupić obie. I o to chodzi. Ludzie interesują mnie wtedy, gdy mogą mi się do czegoś przydać. Nie patrz z takim zgorszeniem, przecież to normalne. Albo ty mnie wykorzystasz, albo ja ciebie. Wolę drugą opcję. Jeśli ktoś przestaje być przydatny, zrywam kontakt bez słowa. Sentymenty trzymam na wodzy. Życie jest brutalne, trzeba wiosłować, żeby utrzymywać się na powierzchni. Może jestem cyniczna i bezczelna, ale wolę to, niż brednie o przyzwoitości i zasadach. Nikogo nie zmuszam do uczestnictwa w swoich kursach. Chcą, to płacą. Drogo, bo tani produkt nie ma powodzenia. A jeśli ktoś jest potem rozczarowany, zostawiam to uczucie po jego stronie. Każdy bierze, ile chce. Jego sprawa. 
Ostatnio uruchomiłam nowy projekt. Nie masz pojęcia, ile można zarobić na ezoteryce. To teraz modne, więc zaczęłam robić warsztaty z wróżenia z kart klasycznych.
- Wróżysz z kart? - Uniosłam brwi ze zdziwienia.
- Zwariowałaś? - Bożena aż podskoczyła na krześle. - Mówię ci to, żeby pokazać, jak łatwo znaleźć sobie niszę i zgarniać kolejną porcję kasy.
- Nic nie rozumiem. - Oszołomiona wlepiłam oczy w koleżankę. - Jeśli nie wróżysz, to...
- To proste! Wzięłam kilka podręczników, nauczyłam się "co i jak", a kiedy zyskałam wystarczającą pewność siebie w temacie, rozszerzyłam ofertę o kolejne warsztaty. Wróżenie z kart klasycznych. Wróżka Bożena do usług. Miejsca na szkolenie rozchwytywane są jak świeże bułeczki. W czasie wakacji zamierzam zorganizować jakiś wyjazd i przymierzam się do pisania książki na temat wróżbiarstwa. No co tak patrzysz? To proste. Wystarczy tylko odegrać odpowiednią rolę. Na NLP jestem charyzmatyczną trenerką, a na wróżeniu przybieram postać czarownej wiedźmy.
- Ale to jest... oszustwo - wykrztusiłam.
- Dlaczego oszustwo? - Koleżanka spojrzała na mnie zdumiona. - Bo sama nie wróżę? Nikt o tym nie wie. A czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A co do planowanej publikacji... Każdy od kogoś ściąga i przepisuje. Ludzie kupują poradniki, a potem piszą swoje na ich podstawie. Tak samo jest z książkami do wróżenia, z materiałami do prowadzenia warsztatów. Nie bądź taka zasadnicza. Ludzie dają się wydmuchać na własne życzenie.
Byłam w takim szoku, że zapomniałam, po co się spotkałyśmy. Pod pretekstem wizyty u lekarza szybko pożegnałam Bożenę. Wracając do domu cieszyłam się, że nie jestem jej klientką. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz