piątek, 1 marca 2013

W pociągu

Hamując łzy pożegnałam się z przyjaciółką i wsiadłam do pociągu. Odszukałam swój przedział. Wewnątrz niewielkiego pomieszczenia z sześcioma fotelami siedziała kobieta i rozmawiała przez telefon. Na środku, zagradzając przejście, stała czerwona walizka wielkości małej szafy. Pokazałam kobiecie na migi, że chciałabym przejść. Ona, nie przerywając rozmowy, przesunęła bagaż tarasując tym razem dostęp do mojego fotela. Wrzuciłam swoją torbę na półkę i jeszcze raz odwróciłam się do współpasażerki. Tym razem pisała esemesa. Pokazałam jej gestem, że chciałabym usiąść na swoim miejscu, więc wstała i ponownie przemieściła walizkę nie odrywając oczu od wyświetlacza. Potem wyszła na korytarz. Usiadłam pod oknem, wyjęłam butelkę wody i książkę. Wtedy rozległ się dźwięk nadchodzącej wiadomości i kobieta wróciła z powrotem. Zajęła miejsce na przeciwko mnie, zerknęła na swój telefon, pokręciła głową, a jej twarz rozjaśnił uśmiech.
- Ach, ta elektronika! - zawołała patrząc na mnie. - Wysłałam esemesa do kogoś innego, niż zamierzałam.
- To się zdarza. - Kiwnęłam głową. - Gorzej, jeśli treść wiadomości absolutnie nie jest przeznaczona dla tej osoby.
- To na szczęście były tylko dwa neutralne zdania na temat mojego przyjazdu. I przez pomyłkę trafiły do męża. Odpisał, że będzie czekał na peronie. Bo widzi pani... On mnie zostawił. Wyprowadził się dwa miesiące temu - wyznała, a ja, nie wiedząc, jak zareagować, milczałam. - Nie mam pojęcia, dlaczego to zrobił, ale wiem na pewno, że nie chodzi o inną kobietę. Wracam teraz od moich rodziców. Odwiedziłam ich razem z synem, który zostanie tam do końca wakacji. Mnie, niestety, skończył się urlop. Pora do pracy. Mąż jest fantastycznym ojcem. Bardzo dba o syna, interesuje się jego sprawami. Tylko, że teraz syn nie chce z nim rozmawiać. Odrzucił propozycję wspólnych wakacji. Jest zły na ojca, że nas opuścił. Tak mu powiedział i zamknął się w sobie. Syn jest w trudnym wieku, ma czternaście lat. Ale wracam do męża. Nie wiem, jaka jest przyczyna jego zachowania. Poznałam go dwadzieścia lat temu, a od siedemnastu jesteśmy małżeństwem. Wszystko, zawsze robiłam dla rodziny. Pewnie, że miałam kiedyś pasje i marzenia. Ale wie pani, jak to jest... Praca, potem obiad, sprzątanie, pranie... Czytam książki. To jedyne, co robię dla siebie. Nigdzie nie wychodzę, nie ma mowy o jakichś kawkach z koleżankami. Skąd na to brać czas? Mąż czasem mówił, żebym zadzwoniła do pani, która sprząta, ale nie chciałam. Nikt tego lepiej ode mnie nie zrobi. Mówił, żebym poszła do fryzjera. Ale po co? Sama potrafię położyć farbę, a włosy i tak noszę upięte. Kiedyś chodziliśmy do kina, do teatru, robiliśmy sobie kolacje we dwoje. Ale potem zabrakło na to czasu. Coś pogubiliśmy po drodze. Gdy mąż się wyprowadził, na początku byłam w szoku. Płakałam. Potem zaczęłam rozmyślać. Popatrzyłam na siebie w lustrze i zobaczyłam zaniedbaną Matkę-Polkę ograniczającą się do tego, żeby żyć dla innych. Zadzwoniłam do pani, która sprząta, poszłam do kina z koleżanką i odwiedziłam fryzjera. Zdałam sobie sprawę, że z biegiem lat przestałam być w naszym związku kobietą, a stałam się robotem i opiekunką. Na własne życzenie. W czasie urlopu chciałam zaproponować mężowi spotkanie i rozmowę. Po dwóch miesiącach emocje opadły i można to zrobić spokojnie i rzeczowo. Nie miałam jednak odwagi. A tu proszę! Pomyłkowo wysłałam do niego esemesa, a on odpisał, że przyjdzie na dworzec mimo późnej pory. To stało się w tym momencie, gdy poprosiła mnie pani o przesunięcie walizki.
Kiedy pociąg przybył do naszego miasta, mąż mojej współpasażerki już czekał na peronie. Przez chwilę popatrzyli sobie głęboko w oczy, a potem poszli zgodnie w stronę wyjścia. Odprowadzając ich wzrokiem zastanawiałam się, co by było, gdybym weszła do przedziału trochę później, albo nie nalegała na przesunięcie walizki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz